Kanwą była historia opowiedziana w jednej z ksiąg najpopularniejszej książki na świecie. Każdy zna ją doskonale, każdy zna jej treść i finał. Wielu artystów starało się wcielić w bohaterów opisując ich uczucia. Dla mnie, oprócz aspektów osobistych, dodatkowo jest to preludium do nowego cyklu inspirowanego dość specyficznymi historiami z Pisma Świętego. Więcej niebawem.
Wyznanie Kaina
Przeżarci na wskroś sielską monotonią Raju:
Ciągłym szczęściem, miłością, dyktaturą przywództw
Poświęcili słodkie dziś za gorzkie nazajutrz.
Adam - praojciec gniewu, Ewa - matka wstydu.
Fal w Piszonie brak, Perat rwie mroźnym strumieniem,
Nektar z owoców cierpki, ich miąższ miał smak trocin.
Odeszli, dobrowolnie łamiąc przyrzeczenie,
W zemście na dłoniach lśni kpiąc stygmat Bożej mocy.
A mi nie było dane sokiem się zachłysnąć,
Zasmakować wnętrza pigw, w wodzie schłodzić skórę...
Milczeniem chcą wyrzeźbić nową ziemską przyszłość,
Krzykiem rozbudzić przeszłość edeńskich wędrówek.
Na żyznym skrawku gruntu tkwi dom żądny cierpień
I my w środku. Rozumni, empirycznie mali.
Błysnęła zgoda w oczach. Dzieci widzą czerwień -
Skoro grzech ich rozdzielił, niech grzech ich znów scali.
Kamień - pamiątka z Raju - lepki od krwi i łez
Nie zdradzi. Głazy milczą jak milczą polegli.
Przebacz cios bracie. Dla nas życie poświęciłeś
By choć szept usłyszeli, by choć cień dostrzegli.
Boże! Gwałt! Mord! Wspólny szloch nad umarłym synem,
Gardła zgodne we wrzasku "Któż sprawcą tych czynów?!"
To kara niewspółmierna do naszych przewinień!
Jam to uczynił, Kain. Wasz troskliwszy z synów.
Zapisana Strona Jana
Postaram się tutaj publikować wierszyki, które udało mi się do tej pory napisać licząc jednocześnie na ich ocenę i komentarz.
czwartek, 26 kwietnia 2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Boska pomyłka?
A co jeśli ludzka rasa jest wciąż nieukończona? Może Bóg nadal pracuje nad ulepszeniem człowieka, bo widzi, że on jako jedyny ze stworzonych istot jest niedoskonały? To wielce prawdopodobne, ale może kiedyś byliśmy idealni, ale sami zdecydowaliśmy jaki człowiek nam odpowiada. Wykreowaliśmy na przestrzeni lat model i wzorzec do jakiego każdy powinien dążyć, a ci, którzy od niego odstają tracą miano człowieka i stają się wyrzutkami. Sami sobie zgotowaliśmy ten los, więc pretensje do wszystkich innych są bezpodstawne. A Bóg nie jest mechanikiem, żeby za każdym razem naprawiał nasze błędy. To chyba znów należy do nas...
Drzewo Poznania
Ludzie spędzają czas pod gołym niebem
Emocjonując się grą zwaną życiem.
Jeden beztrosko huśta się na drzewie
Na linie która już skręca się w stryczek.
Przy korzeniach tkwi, zmęczenie go zżera
Pomagier. Usta szpeci bólu grymas.
Dźwigając leni liczy na ich rewanż
Naiwnie wierząc, że go ktoś podtrzyma.
Ja zaś ugrzązłem na bocznej gałęzi
By móc sceptycznym wzrokiem zmierzyć całość.
Obok w objęciach tkwi gwiazda i księżyc
Wieczne uczucie szybko spowszedniało,
Ktoś przytula pień bojąc się wyniku
Wspinaczki. Przetrwał, więc nie dba o wyścig,
Tam eremita zastygł w niemym krzyku
Grożąc ziszczeniem samobójczych myśli.
Wyczerpany snem zwolennik obłoków
Zdarł stóp podeszwy od sękatej półki.
Ojciec zachęca rodzinę do skoku
Błogosławiąc lot małżonki i córki.
Chwytając drżącą dłonią ramię dębu
Składa przysięgę: Ja też lecę z wami!
Z korony straszy płacz, zgrzytanie zębów
Kogoś, kto bliskich w ten sposób omamił.
Po drugiej stronie amator przestworzy
Frunie z nadzieją, że będzie mógł wrócić
Na szczyt. Łapiąc się odrośli chce dożyć
Dnia gdy ktoś inny spadając go zrzuci.
Śliskie uśmiechy widziałem naocznie,
Krokodyli płacz, Chrystusów wśród pogan...
To my. My - ludzie, produkty uboczne
Lat wiwisekcji w rajskich kuźniach Boga.
Drzewo Poznania
Ludzie spędzają czas pod gołym niebem
Emocjonując się grą zwaną życiem.
Jeden beztrosko huśta się na drzewie
Na linie która już skręca się w stryczek.
Przy korzeniach tkwi, zmęczenie go zżera
Pomagier. Usta szpeci bólu grymas.
Dźwigając leni liczy na ich rewanż
![]() |
| "Drzewo nastrojów" Pip Wilson |
Ja zaś ugrzązłem na bocznej gałęzi
By móc sceptycznym wzrokiem zmierzyć całość.
Obok w objęciach tkwi gwiazda i księżyc
Wieczne uczucie szybko spowszedniało,
Ktoś przytula pień bojąc się wyniku
Wspinaczki. Przetrwał, więc nie dba o wyścig,
Tam eremita zastygł w niemym krzyku
Grożąc ziszczeniem samobójczych myśli.
Wyczerpany snem zwolennik obłoków
Zdarł stóp podeszwy od sękatej półki.
Ojciec zachęca rodzinę do skoku
Błogosławiąc lot małżonki i córki.
Chwytając drżącą dłonią ramię dębu
Składa przysięgę: Ja też lecę z wami!
Z korony straszy płacz, zgrzytanie zębów
Kogoś, kto bliskich w ten sposób omamił.
Po drugiej stronie amator przestworzy
Frunie z nadzieją, że będzie mógł wrócić
Na szczyt. Łapiąc się odrośli chce dożyć
Dnia gdy ktoś inny spadając go zrzuci.
Śliskie uśmiechy widziałem naocznie,
Krokodyli płacz, Chrystusów wśród pogan...
To my. My - ludzie, produkty uboczne
Lat wiwisekcji w rajskich kuźniach Boga.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Refleksje młodopolskie
Ostatnio z każdej strony napastowało mnie "Wesele". Tu książka, tam słuchowisko, wizyta w muzeum, niesamowicie ciekawy wykład. Podobno nie było innej możliwości - musiało mnie to zainspirować. I poniekąd tak się stało. Poniekąd, bo jak przystało na dobry dramat, nie traci on na swojej aktualności. Wolność była i jest tematem priorytetowym, tylko gdy już przyjdzie, z czasem zapomina się czym zostało okupione jej zdobycie i przestaje się ją doceniać. Tylko kto dzisiaj byłby w stanie poświęcić się dla wolności i zamanifestować publicznie swoją niezależność?
Powtórka Z Wesela
Dom bielony, krzew różany z tłem feerii bronowickiej
Neoromantyczna podróż w zaświat duchów, zjaw i widm.
Błazen w czapce kpi z wolności "Kucharz piecze kruchą pizzę
O mdłym smaku obcych przypraw bez dodatku polskiej krwi."
Sznur kolejki oplótł ganek pod pstrym dachem krytym strzechą
Impresjonistyczny landszaft - chochoł, dwór, zmrok, pański herb.
Sień na przestrzał, z rozświetlonych ścian trzech izb drwi ludzki rechot,
W rogu skrzą się pomarańczą przerdzewiałe zamki strzelb.
Obok błyszczą karabele wyszczerbione zębem czasu,
Które siekły w rytm mazurka bursztynowe plony pól.
Kiedy więdnie kwiat narodu któż się przejmie losem lasu
Chociaż w dębach biją serca, tętni życiem bury bór.
Zza szkieł ramek łypią wrogo iskrą przygaszonych spojrzeń
Wykrzywione wiejske mordy na szlachecki rys en pied.
Wzrok marsowy, wąs kręcony - tak to On! Nasz polski Mojżesz!
Złotym rogiem wstrzymał rozlew mórz czerwieni! Spił się w pień.
Naród z piętnem wieży Babel, każdy jest jej konstruktorem.
Deszcz refleksji spłynął na mnie gdym opierał się o drzwi
W miejscu, w którym stał Wyspiański obserwując Wernyhorę.
Wznosić, aby mieć co burzyć działem z ciał i salwą z krwi.
Powtórka Z Wesela
Dom bielony, krzew różany z tłem feerii bronowickiej
Neoromantyczna podróż w zaświat duchów, zjaw i widm.
Błazen w czapce kpi z wolności "Kucharz piecze kruchą pizzę
O mdłym smaku obcych przypraw bez dodatku polskiej krwi."
Sznur kolejki oplótł ganek pod pstrym dachem krytym strzechą
Impresjonistyczny landszaft - chochoł, dwór, zmrok, pański herb.
Sień na przestrzał, z rozświetlonych ścian trzech izb drwi ludzki rechot,
W rogu skrzą się pomarańczą przerdzewiałe zamki strzelb.
Obok błyszczą karabele wyszczerbione zębem czasu,
Które siekły w rytm mazurka bursztynowe plony pól.
Kiedy więdnie kwiat narodu któż się przejmie losem lasu
Chociaż w dębach biją serca, tętni życiem bury bór.
Zza szkieł ramek łypią wrogo iskrą przygaszonych spojrzeń
Wykrzywione wiejske mordy na szlachecki rys en pied.
Wzrok marsowy, wąs kręcony - tak to On! Nasz polski Mojżesz!
Złotym rogiem wstrzymał rozlew mórz czerwieni! Spił się w pień.
Naród z piętnem wieży Babel, każdy jest jej konstruktorem.
Deszcz refleksji spłynął na mnie gdym opierał się o drzwi
W miejscu, w którym stał Wyspiański obserwując Wernyhorę.
Wznosić, aby mieć co burzyć działem z ciał i salwą z krwi.
sobota, 28 stycznia 2012
Co ślina na język?
Niekiedy ciężko jest wyrazić swoje myśli i odczucia, a z tym problemu nie można mieć. Chyba. Czasami jednak zdarza się. Sprzeczność w tym co mówisz, a w tym co myślisz jest nader widoczna. Co jest nieuniknione tak naprawdę, bo rzadko kiedy chcemy i możemy się utożsamiać w stu procentach z tym co mówimy. Mówić co ślina na język przyniesie? Nigdy. Nie w dzisiejszych czasach - to jest niespotykane. Kto wie, czy mogłoby być...
Piosenka O Języku
Nie zaproszę Cię dzisiaj na kawę
I na lody z polewą wiśniową
Gdyż boję się, wręcz czuję obawę
Przed kolejną w mym życiu odmową.
Drżąc przed Tobą czuję się jak głupek
Z zawiązanym językiem na supeł.
Nie zaskoczę Cię wyjściem do kina
(Jakby kusić można było kinem),
W wyobraźni wciąż mam przed oczyma
Twą niezwykle zaskoczoną minę.
Na nic chęci, gdy odwaga czmycha
Wspólnie z prośbą - tuż z końca języka.
Kiedy strawię już w duszy opory,
Strach przestanie się miotać po plecach,
Stanę pewny przed Tobą i skory
Do wzięcia Cię na wieczór przy świecach.
Widząc Twą twarz krępują mnie więzy
I ze wstydu ugryzłem się w język.
Gdy marzenia się spełnią nareszcie,
Jakimś cudem wybąknę "Zapraszam...",
Ty się zgodzisz na spacer po mieście,
Na rozmowy o studiach i pasjach
Me zdumienie ze szczęścia wynika -
Aż znów brakło mi w gębie języka.
Piosenka O Języku
Nie zaproszę Cię dzisiaj na kawę
I na lody z polewą wiśniową
Gdyż boję się, wręcz czuję obawę
Przed kolejną w mym życiu odmową.
Drżąc przed Tobą czuję się jak głupek
Z zawiązanym językiem na supeł.
Nie zaskoczę Cię wyjściem do kina
(Jakby kusić można było kinem),
W wyobraźni wciąż mam przed oczyma
Twą niezwykle zaskoczoną minę.
Na nic chęci, gdy odwaga czmycha
Wspólnie z prośbą - tuż z końca języka.
Kiedy strawię już w duszy opory,
Strach przestanie się miotać po plecach,
Stanę pewny przed Tobą i skory
Do wzięcia Cię na wieczór przy świecach.
Widząc Twą twarz krępują mnie więzy
I ze wstydu ugryzłem się w język.
Gdy marzenia się spełnią nareszcie,
Jakimś cudem wybąknę "Zapraszam...",
Ty się zgodzisz na spacer po mieście,
Na rozmowy o studiach i pasjach
Me zdumienie ze szczęścia wynika -
Aż znów brakło mi w gębie języka.
środa, 11 stycznia 2012
"Miłość, która porusza Słońce i inne gwiazdy."
Nie bez podstawy zatytułowałem dzisiejszy wpis cytatem z "Boskiej Komedii". Poniższy utwór jest ukłonem w stronę Dantego, który dokonał niemożliwego po to, aby zobaczyć swoją ukochaną. Co prawda zanim to się stało, przeżył i zobaczył dużo więcej niż chciał - ale czy to nie jest właśnie ta prawdziwa miłość, bez inspiracji tanimi komediami romantycznymi i serialami? Każdy dzień powinien zaskakiwać i przynosić coraz to nowe niespodzianki, a przez to budować i utrwalać więź emocjonalną. Osobiście mam nieodparte wrażenie, że dzisiaj jest zupełnie na odwrót.
Tułaczka Dantego
Dusza rusza w rajdzie obłoków
Złożonym z przykrótkich etapów chwil szczęścia.
Wawrzyn pnie się w zasięgu wzroku
Z głębi jam inferna po szczyt wniebowzięcia.
Fale iskier topią mnie żywcem,
Spalam się ze wstydu, żądze dymią z piersi
Twój pąk róży, niewinne życie
Stroisz w ostre ciernie wysuszonych śmierci.
Kocham zapach wrzącej herbaty,
Miąższ warg ssie esencję język chłodząc miodem.
Pusta plaża, szumny Adriatyk,
Razem w sferze marzeń My - sny niespełnione.
Piętno tchórza wrzeszczy pod skórą,
Zwierza się swobodnie widząc swą twarz w lustrze;
Tkwiąc na szalach Wagi oburącz
Chcę przemilczeć wieczność - słowa psują uśmiech.
Sad jesienny lśni w kroplach deszczu,
Kosz rumianych brzoskwiń oparty o konar,
Gałązki drzew czule się pieszczą
I My - jak natura - wciąż nieodgadniona.
Wszędzie czuję Twoją obecność,
Dławię się pogonią, krztuszę obcym tchnieniem,
Szlakiem gwiazd mknę przez Drogę Mleczną,
By łapiąc za warkocz ściągnąć Cię na Ziemię.
Obolali, zdyszani, dzicy
Wchłaniamy łapczywie życiodajny nektar
Bo któż wie, jak słono świat zliczy
Rachunek za czas snów, za sad i za spektakl.
Mogą nazwać mnie Antychrystem,
Mimo to ponownie dałbym się pogrzebać;
Zniósłbym piekło, przeczekał czyściec,
By znów, kolejny raz posmakować nieba.
Tułaczka Dantego
Dusza rusza w rajdzie obłoków
Złożonym z przykrótkich etapów chwil szczęścia.
Wawrzyn pnie się w zasięgu wzroku
Z głębi jam inferna po szczyt wniebowzięcia.
Fale iskier topią mnie żywcem,
Spalam się ze wstydu, żądze dymią z piersi
Twój pąk róży, niewinne życie
Stroisz w ostre ciernie wysuszonych śmierci.
Kocham zapach wrzącej herbaty,
Miąższ warg ssie esencję język chłodząc miodem.
Pusta plaża, szumny Adriatyk,
Razem w sferze marzeń My - sny niespełnione.
Piętno tchórza wrzeszczy pod skórą,
Zwierza się swobodnie widząc swą twarz w lustrze;
Tkwiąc na szalach Wagi oburącz
Chcę przemilczeć wieczność - słowa psują uśmiech.
Sad jesienny lśni w kroplach deszczu,
Kosz rumianych brzoskwiń oparty o konar,
Gałązki drzew czule się pieszczą
I My - jak natura - wciąż nieodgadniona.
Wszędzie czuję Twoją obecność,
Dławię się pogonią, krztuszę obcym tchnieniem,
Szlakiem gwiazd mknę przez Drogę Mleczną,
By łapiąc za warkocz ściągnąć Cię na Ziemię.
Obolali, zdyszani, dzicy
Wchłaniamy łapczywie życiodajny nektar
Bo któż wie, jak słono świat zliczy
Rachunek za czas snów, za sad i za spektakl.
Mogą nazwać mnie Antychrystem,
Mimo to ponownie dałbym się pogrzebać;
Zniósłbym piekło, przeczekał czyściec,
By znów, kolejny raz posmakować nieba.
sobota, 24 grudnia 2011
Wigilijnie
Krótko. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałbym życzyć wszystkim spełnienia marzeń, zdrowia i całorocznego uśmiechu, który jest niezbędny do normalnego życia. Oparcia w przyjaciołach, którzy potrafią sprawić, że świat nabiera kolorytu, wiary w siebie, we własne umiejętności i pragniena, oraz wytrwałości w pracy nad realizacją własnych celów, które później znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Ktoś
Ktoś przystroi w blask choinkę,
Ktoś ulepi stos pierogów,
Ktoś przez komin wejdzie chyłkiem,
Ktoś Pasterkę odda Bogu.
Ktoś zagwiżdże w rytm kolędy,
Ktoś w porządkach znajdzie upust,
Ktoś zastawi dla przybłędy
Talerz barszczu, kompot z suszu.
Ktoś podszyje siankiem obrus,
Ktoś pomyśli o prezentach -
Tyle rodzin, co sposobów
Aby cudnie spędzić święta.
Później wspólnie, przy Wieczerzy,
Przy obrazie Boskiej Matki
Życząc sobie zdrowia, szczerzy
Przełamiemy się opłatkiem.
Ktoś
Ktoś przystroi w blask choinkę,
Ktoś ulepi stos pierogów,
Ktoś przez komin wejdzie chyłkiem,
Ktoś Pasterkę odda Bogu.
Ktoś zagwiżdże w rytm kolędy,
Ktoś w porządkach znajdzie upust,
Ktoś zastawi dla przybłędy
Talerz barszczu, kompot z suszu.
Ktoś podszyje siankiem obrus,
Ktoś pomyśli o prezentach -
Tyle rodzin, co sposobów
Aby cudnie spędzić święta.
Później wspólnie, przy Wieczerzy,
Przy obrazie Boskiej Matki
Życząc sobie zdrowia, szczerzy
Przełamiemy się opłatkiem.
środa, 21 grudnia 2011
Udało się!
Listopad przeminął bez większych anomalii pogodowych, przyszedł grudzień, a z nim śnieg i mróz. Zaniedbałem prowadzenie bloga z powodu wzmożonej pracy nad własną książeczką i... udało się. Ile przy tym śmiechu, nieporozumień i nerwów wiedzą tylko Ci, którzy pomagali mi w tym procederze. I dzisiejszy wierszyk zamieszczam z niskim ukłonem dla nich za bezinteresowną pomoc na płaszczyźnie technicznej.
A przed resztą składam obietnicę, że postaram się już regularniej bywać na własnym skądinąd blogu.
Załącznik Do Wierszyków O Powstaniu Tomiku
Myśl, kartka, pióro, litera, tytuł,
Słowo, przecinek, epitet, fraza,
Zdanie, przenośnia, brak akapitu,
Błąd, kleks, pomyłka, korektor, mazak,
Plik, klawiatura, shift, klawisz, spacja,
Wyraz, wers, strofa, treść, pointa, kropka,
Wiersze, spis treści, głos, recytacja,
Wydruk, korekta, margines, stopka,
Przedruk, okładka, skład, montaż, zszywacz,
Pierwowzór, duma, egzemplarz pierwszy,
Errata, dodruk, ciach gilotyna,
Wstęp, dedykacja, motto - tom wierszy!
A przed resztą składam obietnicę, że postaram się już regularniej bywać na własnym skądinąd blogu.
Załącznik Do Wierszyków O Powstaniu Tomiku
Myśl, kartka, pióro, litera, tytuł,
Słowo, przecinek, epitet, fraza,
Zdanie, przenośnia, brak akapitu,
Błąd, kleks, pomyłka, korektor, mazak,
Plik, klawiatura, shift, klawisz, spacja,
Wyraz, wers, strofa, treść, pointa, kropka,
Wiersze, spis treści, głos, recytacja,
Wydruk, korekta, margines, stopka,
Przedruk, okładka, skład, montaż, zszywacz,
Pierwowzór, duma, egzemplarz pierwszy,
Errata, dodruk, ciach gilotyna,
Wstęp, dedykacja, motto - tom wierszy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
